Nie powiem, chciałabym się pobawić w technice kartonażu, ale moja niecierpliwość mogłaby pogłębić frustrację spowodowaną niewypałem mojej nowej pasji. Recykling jednak zawsze zwycięża.
A miało być tak pięknie... Zrobiłam porządki w szafie. Szybko do wora, żeby nie kusiło anóżek („a nóż się przyda”). Do wora nie zmieściła się stara torebka. Poprzecierana w diabły. Później M. dorzucił karton po wiertarce. I się zaczęło...:








Ty tymi cudami z kartonu, to mnie fascynujesz :)))
OdpowiedzUsuńJa nie mam chyba takiego talentu i cierpliwości, bo jak próbowałam, to tak ładnie nie wychodzi, a podoba mi się szalenie :)
Ostatniego kwiatuszka poznaję, też miałam kiedyś i pamiętam, że na noc zamykał się śmiesznie :))
Koniczynka jest świetna. I faktycznie się zamyka :) A czasem nawet zakwitnie...
UsuńPiekny segregator. Dziekuję za odwiedziny na miom blogu :)
OdpowiedzUsuńCudeńka tworzysz:) Dzięki za odwiedziny i zapraszam ponownie:)
OdpowiedzUsuńchętnie dołączę do czytelników twojego bloga:)
Sama troszkę bawię się rękodziełem, chętnie zainspiruję się jakimś tutorialem od Ciebie:):)
O mamuś! jaki kolor piękny! :)
OdpowiedzUsuńTak kolor i pomysl swietne!!
OdpowiedzUsuń