Nie powiem, chciałabym się pobawić w technice kartonażu, ale moja niecierpliwość mogłaby pogłębić frustrację spowodowaną niewypałem mojej nowej pasji. Recykling jednak zawsze zwycięża. A miało być tak pięknie... Zrobiłam porządki w szafie. Szybko do wora, żeby nie kusiło anóżek („a nóż się przyda”). Do wora nie zmieściła się stara torebka. Poprzecierana w diabły. Później M. dorzucił karton po wiertarce. I się zaczęło...: Cięcie: Klejenie, szycie, przypalanie: Klei się. Z wykorzystaniem ścisków stolarskich i innych obciążników :) Et voila: Segregator. Cztery przypinki z podszewki. Przed: I po: To z myślą o nich ten segregator ;) Gwarancje, paragony, faktury... Pozdrawiam wszystkich zaglądających i dziękuję za wszelkie komentarze, które zostawiacie :)